Kronika Tadeusza Raczkowskiego ur. 1925r.

Kronika Gminy Wisznice.

Wprawdzie opis niniejszy obejmuje w większości samą osadę Wisznice, nie sposób chyba wspomnieć jednak i okolicznych wsi, wchodzących w skład gminy. Ponieważ miejscowości wchodzące w jej granicach miały i przeżywały wspólne sprawy, jak również łączył ten teren wspólny los i te same przeżycia, zdarzenia. Opis obejmuje lata mojej pamięci, wybiegając wstecz do pierwszej wojny światowej. Celem nawiązania wątku do niedalekiej przeszłości, która musi łączyć się jednak z opisywanym okresem.


Po wybuchu I wojny światowej w 1914r.

W roku 1915 cofająca się armia rosyjska, zgodnie z przyjętą przez nią taktyką, wycofując się niszczyła wszystko. Ludność przymusowo zostawała wysiedlana na Wschód, a zabudowania zostawały spalone, przeważnie przy głównych traktach. Ten los spotkał i osadę Wisznice, która została spalona, a ludność popędzona na Wschód, w głąb byłej carskiej Rosji. Niewielka tylko część mieszkańców ukryła się i przeczekała końca wojny. Okoliczne wsie położone dalej głównych dróg jednak pozostały niewysiedlone. W samych Wisznicach pozostała niewielka ilość zabudowań, w których zamieszkali pozostali mieszkańcy. Większe zaś budynki zamieszkali okupacyjni żołnierze. W miarę powrotu ludności zaczęto budować ziemianki i byle jakie prowizoryczne szałasy, budynki. Po pewnym czasie ludność, która ukryła się w ocalałych budynkach okolicznych wsi, zaczęła budować prowizoryczne budynki, ponieważ okolice były zalesione i drzewa nie brakowało, dość szybko zaczęto odbudowywać swoje zagrody. Wojska okupacyjne nie wiele w tymy przeszkadzały, ponieważ też musiały gdzieś mieszkać, a drewna z którego wznoszono jako takie budowle, w okolicy nie brakowało. Szybko przybywało budynków i Wisznice się zaludniały. Z każdym rokiem przybywało ludności, która rozproszona powracała do swych rodzinnych stron. Nie uprawiane pola, zarosłe chwastami, nie mogły wyżywić stale rosnącej liczby ludności powracającej z tułaczki, jak też i kwaterującego wojska, które rekwirowało żywność dla wyżywienia swojej armii. W dodatku w wyniku spalonych wsi i rabunkowej gospodarki oraz przyrostu ludności […] panował ogólny głód i epidemie chorób towarzyszące głodowi, takie jak tyfus, cholera czerwonka. Tym bardziej trudne do opanowania, że towarzyszyła temu wędrówka i przemieszczanie się ludności, ogólna nędza, głód, brak leków. Śmierć zbierała obfite żniwo, wymierały całej rodziny. Oczywiście tych wydarzeń nie pamiętam, znam je z opowiadań ludzi starszych, szczególnie matki, ponieważ w tym czasie zmarło dwoje z mojego rodzeństwa, o których matka zawsze wspomniała. Prowadzała [mnie] na cmentarz, pokazując ich mogiłki, jak i sąsiadów zmarłych w owym czasie. Wybiegam trochę w czasie, gdyż urodziłem się 1 lutego 1925r. jako ósme dziecko rodziców. Po mnie urodziła się jeszcze siostra, a więc razem [było nas] dziewięcioro. Dwoje rodzeństwa, jak już wspomniałem, zmarło. Wychowało się więc nas siedmioro. Może to trochę więcej jak przeciętna rodzina. Ale w owym czasie nie należało to do wyjątków. Bardzo duża była śmiertelność wśród dzieci. […] W owych jednak czasach rodzin nikt nie planował. Przerywanie ciąży uważano za przestępstwo. Nie wiedziano jak to czynić. Lekarzy było mało, usuwanie ciąży sposobem prymitywnym groziło powikłaniami, a często utratą życia. Większość kobiet nie wiedziała, że są w miesiącu dnie niepłodne. Uważano więc za normalne, że dzieci w rodzinie będzie tyle, wiele jest przeznaczone przez tak zwaną opatrzność. Tak samo sprawa wyglądała w rodzinach żydowskich, które były bodajże rodzinami bardziej wielodzietnymi.

W samych Wisznicach ludność żydowska stanowiła połowę całej społeczności osady Wisznice. Ludność polska zajmowała się przeważnie rolnictwem. W małym raczej stopniu handlem, czy rzemiosłem. Ludność żydowska natomiast odwrotnie, przeważnie rzemiosłem i handlem. Ziemię uprawiało dwie czy trzy rodziny żydowskie i to niewielkie powierzchnie. Kilu żydów posiadało grunta rolne, ale je wydzierżawiali rodzinom polskim. W osadzie było też spora ilość rzemieślników, szewców, krawców, rymarzy, stolarzy i innych przeważnie żydów. Istniała też spora ilość sklepów przeważnie żydowskich. Istniały też drobne zakłady przetwórcze, 3 młyny, klika olejarni, tartak, drobnych garbarni, na potrzeby wyrabiania uprzęży, jak też wyprawa drobnych skórek zwierzęcych, olejarni, kaszarni i wiele innych małych zakładów. Istniała też ubojnia zwierząt z której korzystała ludność żydowska, gdyż według zakazu, ludność żydowska mogła spożywać mięso z uboju tak zwanego "koszernego" ubitego według pewnego rytuału i takie mięso mogła ludność żydowska spożywać. Należy nadmienić, że pożywienie ludności żydowskiej różniło się od wyżywienia ludności miejscowej polskiej. Żydzi nie spożywali wieprzowiny, a wołowinę i cielęcinę, nie wszystkie elementy, a i to było obwarowane różnymi przepisami i zakazami. Na przykład inne naczynia służyły do spożywania potraw mięsnych, a inne do mlecznych. A od spożycia jednej potrawy do drugiej musiał minąć określony termin. Trzeba przyznać, że zwyczajowe zakazy i nakazy były w zasadzie przestrzegane, kto je łamał nie miał poważania w swojej społeczności i był napiętnowany. Jeżeli chodzi o spożycie to dużo spożywali cebuli i ostrych przypraw. Nie jadali grzybów, dużo spożywali ryb, ale nie jadano węgorzy, miętusów, piskorzy. W okresie Świąt Paschy spożywano zamiast chleba tylko "macę", która była rytualnie pieczona, bez soli i innych dodatków, pieczona przez dobrane osoby. Bardzo chętnie tą "macą" wszystkich częstowano. Ziarno na tą macę rytualnie zbierano, a po zebraniu nie mogła w nie spaść kropla deszczu. Mieszkania siedziby ludności żydowskiej, nie wiem na ją to pamięć, były oznaczone na dość wysokich tyczkach żerdziowych były połączone dość wysoko drutem jako, że wewnątrz tego otoczenia zamieszkuje ludność żydowska. Z chwilą zapadania zmroku jeden ze starozakonnych obchodził ten rejon i głośnym zawołaniem "Amieszidle" ogłaszał, że już obowiązuje święto Szabe. Wówczas wszyscy gromadzili się w domach zapalali świece, bogatsi w specjalnych lichtarzach, spożywali uprzednio przygotowany posiłek. Oczywiście w dzień święta, w sobotę, nazywanym "Szabasem" nie wolno było nic robić nawet rozpalić ognia, dla podgrzania potrawy ogień pod kuchnią rozpalali za odpowiednią parę groszy opłaty. Byli więc tacy, którzy przez cały ranek w sobotę chodzili i rozpalali pod kuchnią czy zimą pod piecem i przy ogólnie panującym bezrobociu nieźle zarabiali. W ten dzień nie wiem jednak dlaczego, były oto zajęcie wstydliwe i nikt do tego nie chciał się przyznawać.

Ludność polska i żydowska, żyjąc obok siebie dość długo od niepamiętnych czasów nie była jednak zasymilowana. Każda z tych społeczności żyła własnymi utartymi zwyczajami. Nie istniało wspólne towarzyskie życie. Obie społeczności raczej się tolerowały. W żadnym wypadku nie dochodziło do wspólnych małżeństw. Należy jednak nadmienić, że zapraszano się wspólnie na uroczystości weselne, ale należało to do rzadkości tak samo jak więzy koleżeńskie. Obowiązek szkolny dotyczył wszystkich dzieci. Jednak pomieszczenia szkolne były szczupłe. W roku 1931 oddano do użytku nową wybudowaną szkołę w Wisznicach. Była to mniej więcej połowa dziś szkoły podstawowej ( która w latach 60 została rozbudowana o drugie tyle). Oczywiście z centralnym ogrzewaniem i wodą. Trzeba też nadmienić, że w gminie Wisznice istniała tylko jedna 7mio klasowa na okolice. A więc do starszych klas uczęszczały tu dzieci z sąsiednich gmin, w których nie było klas z 7mioma klasami.

Przed wojną przynajmniej istniały na wsi trzy rodzaje szkół : I, II, III stopnia. Szkoła I stopnia miała 4 oddziały, z tym że dzieci chodziły do szkoły 7 lat. Do 5 i 6 klasy chodziło się dwa lata i otrzymywało się świadectwo ukończenia szkoły I stopnia bez prawa uczenia się już w szkole II stopnia. Szkoła III stopnia to szkoła średnia lub wyższego stopnia. Można było do niej wstępować po zdaniu egzaminu, ze świadectwem ukończenia 6iu klas. W przypadku Wisznic najbliższą szkołą średnią czyli jak wówczas nazwaną gimnazjum była w Białej Podlaskiej, we Włodawie (otworzona na dwa lata przed wybuchem wojny), w Parczewie (szkoła handlowa, dwu czy trzyletnia już nie pamiętam) szkoły były płatne. Na cała gminę Wisznice początkowo było jedno stypendium, a od 1939 dwa. Do szkoły średniej chodziło bardzo mało młodzieży, przeważnie dzieci nauczycieli i urzędników, bardzo mało dzieci bogatych rolników.

Prawa miejskie Wisznice utraciły w 1864 roku po upadku powstania styczniowego, jak większość takich miasteczek w Królestwie Polskim. Zresztą było to tak zwane miasteczko należące do prywatnych włości magnackich rodu Sapiehów. Co potwierdza dokument znajdujący się w kronice Wisznic, którą w latach 1964- 65 opracowali i zabrali z akt dawnych Królestwa Polskiego i Litwy panowie Władysław Zawadzki (były dyrektor LO w Wisznicach) i Laskowski (mieszkający wówczas w Lublinie). Jest w niej odbitka fotograficzna, dokument nadania Wisznicom przywileju. Napisane jest w nim, że w wyniku starań wielce zasłużonego księcia Wielmoża pana Sapiehy, wielce zasłużonemu dla króla i Rzeczpospolitej, w uznaniu wielkich zasług postanawia się przychylić do starań pana Sapiehy i zadość uczynić jego prośbie. Nadano przywilej odbywania w jego miasteczku Wisznice do istniejących już dwóch jarmarków jeszcze trzeciego jarmarku mając na względzie rozwój podupadłego i zniszczonego przez liczne wojny miasteczka Wisznice. A działo się to za czasów panowania króla Augusta w 1715 roku. Od tej pory odbywały się trzy jarmarki w roku na św. Jana i Marcina wg kalendarza polskiego i na św. Jura wg kalendarza ruskiego. Przetrwały do końca I Wojny Światowej, a nawet do 1921 roku.

W roku 1869 w wyniku podziału administracyjnego przeszły z powiatu Radzyńskiego do powiatu Włodawskiego ukazem carskim z dnia 1 czerwca 1869 i należały do gminy Horodyszcze, nazwa ta przetrwała do 1928 roku. Osada Wisznice w tym roku liczyła 1700 mieszkańców. W roku 1880 w osadzie istniej cerkiew parafialna, kościół parafialny, sąd gminny, szkoła początkowa, urząd gminy, urząd pocztowy, bożnica żydowska, łaźnia. Z łaźni korzystała ludność żydowska ponieważ wg nakazów religii co jakiś czas musieli się wykąpać. W 1912 roku powstała kasa oszczędnościowo – pożyczkowa, a w 1913 Spółdzielnia Spożywców „pomoc”. Po pierwszej wojnie światowej powstała Spółdzielnia, tzw. „Kasa Stewczyka” w Horodyszczu. W latach 20 Wisznice zaczęły się rozwijać handlowo i gospodarczo, jak również na odcinku oświaty. W Wisznicach zorganizowano 7mio klasową szkołę powszechną, mniejsze szkoły cztero klasowe istniały w Rowinach, Dubicy i Dołcholisce, 6io klasowe w Horodyszczu i Polubiczach. W szkołach I i II stopnia klasy łączone np. 4 i 5, 6 i 7. [...] pamiętam, że gdy kończyłem 7 klasę w Wisznicach uczęszczało 60 dzieci pochodzących z całej gminy, a kilkoro z innej. Dzieci ludności żydowskiej uczęszczały bardzo słabo do szkoły. W pierwszych, młodszych klasach było ich dość dużo, prawie połowę. Do 7 klasy docierało 2, 3 umiały czytać i pisać oraz poprawnie mówiły po polsku.

Żydzi byli dobrymi rzemieślnikami i kupcami jak na owe ciężkie czasy, dość dobrze sobie radzili. W razie potrzeby swego półplemieńca wszyscy solidarnie, wzajemnie sobie pomagali. Gdy trzeba było umieścić kogoś w szpitalu robili społeczną zbiórkę wśród swojej społeczności. Opłacali też lekarza specjalistę. W większych miejscowościach takich jak Wisznice mieli też swoją szkołę, uczono się „Talmudu” czytać i pisać, nie wiem jednak czy w języku idisz czy hebrajsku. Spora część prenumerowała pisma i gazety. Mój szkolny kolega uparł się i namówił mnie by razem z nim odwiedzić tą żydowską szkołę. Ulegając jego prośbę poszedłem z nim do jego oddziału. Zdziwiłem się, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Nauczyciel w dalszym ciągu przy ogólnym harmiderze prowadził jakiś wykład. Po kilkunastu minutach wyszliśmy z kolegą i na to też nikt nie zareagował. Kolega tak objaśnił, że u nich tak   wygląda nauka. W stosunku do naszej szkoły nie bardzo mi się to podobało.

Wracając do ważniejszych zdarzeń należałoby wspomnieć o wznowieniu jarmarku w Wisznicach. Otóż po wojnie polsko – bolszewickiej kupcy, sklepikarze, rzemieślnicy wystąpili do władz o ustanowienie zgodnie z wielowiekową tradycją tego miasteczka, prawa odbywania jarmarków. Władze przychyliły się do prośby mieszkańców Wisznic i postanowiły zezwolić na odbywanie dwa razy jarmarków w Wisznicach. Miały się odbywać w każdy poniedziałek po 15 i 25, jeżeli poniedziałki wypadałyby w tych dniach to miały się odbyć. W czasie okupacji istniał zakaz jarmarków, po odzyskaniu niepodległości w 44  jarmarki znów zaczęły się odbywać i trwają do dziś każdego poniedziałku. Do wybuchu II Wojny Światowej były dwa jarmarki. Jeden w Wisznicach osadzie w miejscy gdzie teraz jest Zieleniec (AK: dzisiaj parking i park), w każdej uliczce i wolnych placach.

c.d.n.

przepisywała z oryginału: Aneta Krupska i Katarzyna Krzemionka  

udostępnił: Leszek Raczkowski