[2 tygodnie z życia pewnej mieszkanki]

31 grudnia 2003r. Tego dnia przywitaliśmy nie tylko Nowy Rok. Idąc na Sylwestra podziwiać można było przemoczone ulice i domy wisznickie. Ponura oznaka jesieni nużyła już swą przewidywalnością. Dopiero przed nastaniem godziny duchów z nieba posypał się biały puch. Powietrze zmroził  wiatr zimy już 2004 roku. Skrzypiąc butami na śniegu wiele osób podążało rankiem do domów i zastanawiało się czy to minął rok, czy może coś więcej ich ominęło. Sama nie mogłam wyjść z podziwu, jak pięknie może wyglądać świat przykryty śnieżną kołderką. Przykrywa dziury w jezdniach, krzywe chodniki i smętnych przechodniów.


1 stycznia 2004r. Nareszcie [znowu]* minął rok. Wszyscy namawiają do noworocznych postanowień. A czy można mieć noworoczne prośby?
* niepotrzebne skreślić
5 stycznia 2004r. Szaleństwa na śniegu, lepienie bałwana, zjeżdżanie na sankach ze stromych górek. Lata mijają a niektórym ciągle przychodzą te same pomysły do głowy. Tylko, gdzie są sanki? Oddane koleżance, która ma małe dziecko. A kto pójdzie pozjeżdżać na workach z "górki rucińskiego"? Pracują do 15, 16, 17, 18 - nie mogą. A mi się ciągle marzy...
6 stycznia 2004r. Jak miło wyjechać, potęsknić, wrócić i rozmyślać bez końca dlaczego było tak miło.
8 stycznia 2004r. Wczoraj czułam, że jestem "w czepku urodzona". Według mojej mamy nie jest to tylko określenie mojego szczęścia, bowiem fakt taki miał miejsce przy moim narodzeniu. Nie będę się spierać, bo byłam świadkiem zupełnie nieświadomym. Dzisiejszy dzień nie wyglądał już tak dobrze. Tak jak w tragedii starożytnej było zaznajomienie z tematem (protasis), dalszy rozwój wypadków zapowiadał tragedię (epitasis), szczyt konfliktu (katastasis) i wreszcie rozwiązanie niepomyślne (katastrophe). Jaki piękny dramat życia zapisany przez los.
Nowy Rok nowe wyzwania - słyszę komentarz z TV.
10 stycznia 2004r. Pobudka o 4:45 nie służy mi w żaden sposób. Jakie to jest niesprawiedliwe. Wszystko służy wyższym celom. Oczywiście. L'Education. Tylko czy ktoś kiedyś doceni starania? Nie jestem typem wiecznej męczennicy, ani tym bardziej masochistki.
11 stycznia 2004r. Historia lubi się powtarzać. "Pobudka... masochistki."
W Wisznicach stanowczo brakuje mi do szczęścia (czyt. pełnego odlotu - JR), oprócz innych drobnostek, dobrze wyposażonej siłowni i wielkieeego krytego basenu. Tak sobie tłumaczę, że uczęszczałabym, ale nie mam możliwości. A dziś, cóż, w razie nadmiaru "kochanego ciałka" super dieta. Faktycznie - daje zaskakujące efekty. Dzisiaj ją odkurzyłam,  moja znajoma zaczyna walkę.
Dieta dietą, a Jurek Owsiak organizuje orkiestrę już dwunasty raz. WOSP w Wisznicach działa prężnie. Zorganizowano dyskotekę, licytację, sztuczne ognie i sztab wolontariuszy.
14 stycznia 2004r. Złośliwość rzeczy martwych. Zepsuty kabel może nieźle napsuć humor. A nieskuteczne bieganie za nim w strugach deszczu dodatkowo powoduje katar. To już chyba powód do narzekań. W związku z tym pozwalam sobie....
15 stycznia 2004r. Żyjemy w biegu, dopiero niespodziewane odejście pokazuje nam "marność nad marnościami" tego żywota. Wielu myślicieli połamało sobie pióra opiewając zalety człowieka jako istoty rozumnej (homo sapiens). Codziennie powątpiewam w trafność ich spostrzeżeń.